Styczeń 27

Awaria sprzętu

z42Awarie sprzętów to nic przyjemnego – szczególnie dla tych, którzy te awarie spowodowali i dla tych, którzy są właścicielami popsutych urządzeń. Na szczęście ja do żadnej z tych grup nie należę i cieszę się z tego niezmiernie. Dzisiejszy dzień w pracy upływa mi bowiem bardzo przyjemnie, a mianowicie w domu. Rano jak zwykle przyszedłem do firmy, przebrałem się w fartuch i zabrałem za przygotowywanie dokumentacji, technolog Biała Podlaska. W tym czasie w laboratorium była już moja młodsza koleżanka, która po uszykowaniu sobie wszystkiego postanowiła z miejsca zabrać się za robienie pierwszych badań. Nie wiem co jej się tak spieszyło do rozpoczęcia pracy – ja wolałem najpierw spokojnie posiedzieć sobie w dokumentach i wypić kawę. Dopiero wtedy mogłem wziąć się za prawdziwą pracę.

Koleżanka się pospieszyła i wyszło jej to na niekorzyść. Przy uruchamianiu maszyny do pomiarów coś się nagle zacięło i nie chciało zacząć pracować. Sprzętu nie można było uruchomić, nie można też było wyjąć materiału do badania z jego wnętrza. Widziałem jak w oczach koleżanki zbierają się łzy przerażenia i kazałem jej się uspokoić. Moim zdaniem nie zrobiła nic złego, sprzęt sam się popsuł, a ona miała to nieszczęście, że zaczęła z nim pracować jako pierwsza.

Ze względu na brak możliwości wykonywania badań zostaliśmy zwolnieni do domów. W naszym laboratorium rozgościła się ekipa serwisowa urządzenia. Jeśli nie uda im się rozwiązać problemu na miejscu to możliwe, że będą go musieli zabrać ze sobą do firmy.

Styczeń 12

Powrót do pracy

q42Niezmiernie trudno było mi ponownie wbić się w rytm pracy po zakończonym okresie bożonarodzeniowym. Między Świętami a Nowym Rokiem wziąłem sobie parę dni wolnego, dlatego łącznie odpoczywałem ponad tydzień w domu. Przez ten czas zdążyłem się najeść, nacieszyć rodziną, trochę wypocząć, ale też zupełnie odzwyczaić od chodzenia do pracy. Chyba nie zapomnę strasznego poniedziałku 5 stycznia, kiedy po dziesięciu dniach wstawania po 10.00 nagle musiałem obudzić się o 6.00 rano, by zdążyć do pracy. Moje zamroczenie spowodowane zbyt wczesną pobudką było na tyle duże, że dojście do siebie zajęło mi całe piętnaście minut i wymagało wzięcia zimnego prysznica. Zimna woda podziałała na mnie zbawiennie.

Do laboratorium dotarłem na czas, ale moja praca technologa Łomża pozostawiała wiele do życzenia. Nie mogłem poradzić sobie z najprostszymi zadaniami, wszystkie czynności wykonywałem dużo wolniej niż zwykle. Na szczęście tego dnia kierownik laboratorium miał wolne i nie musiał patrzeć na to, jak bardzo nie radzę sobie z zadaniami zawodowymi.

Efektywność pracy poprawiła mi się nieco po trzech filiżankach kawy i rozmowach z kolegami z laboratorium. Wszyscy śmiali się z mojego syndromu długiego urlopu, dlatego musiałem wziąć się za siebie i pokazać, że jestem w stanie wrócić do jako takiej używalności i na coś się przydać. To był bardzo trudny dzień.